SuperFakty.info
Piekarz
Opowieść o miłosierdziu i wdzięczności.

Pewien piekarz wzbogacił się bardzo, zaopatrując miasteczko w świeże pieczywo. Ludzie go bardzo szanowali za ciężką pracę. Na starość zgromadził spory majątek. Kiedy wybuchła wojna zginął jego jedyny syn. Piekarz został sam, nie miał już innych krewnych ani spadkobierców. Po długim rozpaczaniu doszedł do wniosku, że lepiej będzie, jak rozda swoje bogactwo, niż miałby je później ukraść ktoś niegodziwy, złodziej lub urzędnik.

Była jeszcze wojna. Wprawdzie na tym terenie działań wojennych już nie było, ale nadal ludzie nie mieli pracy. Nowa władza nie do końca ogarniała sytuację. Każdy jakoś musiał sobie radzić. Stary piekarz postanowił, że nadal będzie zatrudniał pracowników i płacił im normalną pensję, ale chleb będzie rozdawał za darmo.

– Niczego nie przyniosłem na ten świat i niczego nie zabiorę – pomyślał. – Nie mam nikogo, więc rodziną będzie mi całe miasto, będą mnie dobrze wspominać po śmierci.

Jak postanowił, tak zrobił.

Szybko rozeszła się wieść, że piekarz rozdaje pieczywo za darmo. W tym dniu dla wszystkich chętnych starczyło. Na drugi dzień zebrała się kolejka, ale już nie wszyscy odeszli zadowoleni. Całonocna praca rozeszła się w niecałe 30 minut i niestety wielu pozostawało bez chleba.

Piekarz przyglądał się uważnie przez kilka dni temu, jak rozchodzi się chleb i odniósł wrażenie, że nie koniecznie trafia do tych, co są najbiedniejsi. Dzieci, które były bez rodziców odganiano bezlitośnie. Także chorzy nie potrafili utrzymać się w kolejce podczas przepychanek, a pieczywo znikało błyskawicznie. Dużo osób odchodziło bez darmowego pieczywa.

Piekarz postanowił piec o połowę mniejsze bochenki, by starczyło dla większej liczby osób. Gdy wprowadził pomysł w czyn, w kolejce zawrzało oburzeniem. Mieszkańcy zaczęli się awanturować i żądali dwóch bochenków, bo jak twierdzili, ktoś ich chce okraść. Chodziła bowiem plotka, że to nowa władza finansuje darmowe pieczywo.

Piekarz nie mógł uwierzyć w to, co słyszał, ale był już schorowany i nie miał ochoty się spierać. Może to lepiej, pomyślał, bo nagrodę będę miał w niebie, a nie od ludzi.

W nocy wyjrzał przez okno na ulicę. Najbiedniejsi już stali w kolejce. Zobaczyli piekarza i składając dłonie w geście błagalnym, coś mówili. Jeden z chłopców nawet kleknął. Miał może z dwanaście lat. Miał też bliznę na lewym policzku, co zdaje się świadczyć o jego ciężkich przeżyciach. Stary piekarz nie słyszał słów, ale był pewien, że odczytuje z warg słowo „proszę”.

Gdy rano otwarto drzwi piekarni, pod drzwiami nie było tych chorych i biednych, tylko pchali się ci, co zawsze. Ci, co mieli chleb, odchodzili uradowani, a pozostali stali smutni. W grupce dostrzegł chłopca, który w nocy klęczał. Poczuł, jakby zawiódł tych ludzi. Łzy pojawiły się w jego oczach.

– Przyjdźcie tu za 4 godziny, to wam napiekę chleba. Tylko nikomu nic nie mówcie.

Nocna zmiana poszła już do domu, ale on sam zaczął gnieść ciasto i wypiekał chleb. W tym dniu był zmęczony bardziej niż zwykle, ale też czuł się szczęśliwy. O to mu chodziło od początku, żeby pomóc najbiedniejszym.

Piekarz po namyśle postanowił zatrudnić pracowników na drugą zmianę. Od tej pory chleb rozdawano dwa razu dziennie. Z początku wydawało się, że to rozwiązuje problem, ale szybko mieszkańcy miasteczka zorientowali się w sytuacji i ponownie najsłabsi zostawali bez chleba.

Robiono więc wiele różnych zmian dystrybucji, a wszystkie miały na celu nakarmić najbardziej potrzebujących. Ostatecznie chleb wypiekano na trzy zmiany i rozdawano go po każdym opróżnieniu pieca, czyli ci, co byli najcierpliwsi, przeważnie doczekali się chleba. Teraz starczało dla wszystkich.

Po roku takiego rozdawnictwa oszczędności piekarza mocno się zmniejszyły. Był już bardzo słaby, ale wciąż starczało mu sił, by zarządzać piekarnią. Miał nawet wrażenie, że czuje się silniejszym niż rok wcześniej, ale momentami słabł tak bardzo, że nie był pewien czy noc przeżyje. Rano ponownie wracał na jego usta uśmiech. I nie dawał po sobie poznać, że starość robi postępy.

Podczas wypłacania wynagrodzenia oznajmił pracownikom, że jedną zmianę musi zwolnić w tym miesiącu, a drugą będzie musiał zwolnić za dwa miesiące. Pracownicy, których wytypował do zwolnienia, byli niezadowoleni. Próbowali na różne sposoby od błagań po groźby wymusić dalsze zatrudnienie. Nie docierał do nich argument, że brakuje pieniędzy i trzeba stopniowo zaprzestać darmowej produkcji. W gniewie jeden z pracowników powiedział:

– Nie zastanawia cię, dlaczego przed wojną dla miasta starczał wypiek nocny, a teraz musiałeś zatrudniać na trzy zmiany, by zaspokoić zapotrzebowanie?!

Faktycznie, piekarz nigdy się nad tym nie zastanawiał. Przecież był jedynym piekarzem w miasteczku. Zwolniony pracownik, widząc, że już nic nie wskóra w sprawie swojej pracy, postanowił upokorzyć swojego byłego pracodawcę i dlatego wyjawił mu prawdę.

– Karmiłeś całe miasto, a co bystrzejsi sprzedawali ten chleb w innych miejscowościach!

Stary piekarz pobladł i zakręciło mu się w głowie. Przytrzymał się stołu, by nie upaść. Spojrzał na innych pracowników czekających na wypłatę.

– To prawda?

Kilka osób zaczęło coś marudzić. Piekarz wyłapał z pewnym trudem słowa:

– Tak mówią.

– Podobno.

– Kto tam wie...

– Dlaczego mi nikt z was tego nie powiedział?
Zapanowało milczenie.

– Chciałem karmić to miasto nawet do końca swego życia, ale już zaczyna brakować pieniędzy. Gdybyście mi powiedzieli, może inaczej byśmy to zorganizowali i dziś mielibyście nadal pracę, a tak muszę was zwolnić. I od jutra zaczynamy sprzedawać chleb. Będzie tańszy, ale jeśli mamy się utrzymać i nadal karmić miasto, to musimy mieć na koszty wypieku. Wasza zmiana jest zwolniona, dziękuję za pracę i życzę powodzenia w nowej.

Po wojnie miasto wracało do życia. Odbudowywano domy i otwierano zakłady pracy. Wszystkim powodziło się lepiej, tylko staremu piekarzowi ubywało sił i majątku. Tym drugim się nie martwił, ale czuł, że koniec może nastać lada dzień.

W nocy nakarmił najbiedniejszych i prosił, by teraz przychodzili tylko w nocy, to on nadal będzie ich zaopatrywał w chleb codzienny.

Gniew zwalnianych pracowników był niczym wobec oburzenia ludzi, którzy rano przyszli po darmowe pieczywo. Kiedy usłyszeli, że za chleb trzeba zapłacić, zrobiła się awantura. Ludzie krzyczeli: wyzyskiwacz, złodziej, kapitalista, a nawet krwiopijca!

– Wiadomo, że nie za swoje robił ten chleb! – ktoś krzyczał – Dostawał od rządu pieniądze! A teraz chce je zagarnąć dla siebie!

Doszło do szarpaniny, po czym rozkradziono cały zapas chleba, nie płacąc za niego. Ludzie się tratowali nawzajem byle tylko jak najwięcej zgarnąć chleba dla siebie.

Ktoś zobaczył starego piekarza w oknie na piętrze i rzucił kamieniem. Trafił. Szyba się rozprysła, a kamień uderzył piekarza w czoło. Stary człowiek upadł na podłogę, krew spływała z rany na czole. Leżał nieprzytomny na dywanie, a dokoła opadały resztki z rozbitych szyb. Tłum potłukł wszystkie szyby w całym budynku. Ktoś od zaplecza wrzucił zapaloną szmatę.
Stary Piekarz odzyskiwał przytomność, ale nie miał sił ani nawet ochoty się podnieść. Słyszał, jak pod domem krzyczą ludzie:

– Złodziej!!! Złodziej!!!

Jak to się stało? Co zrobił źle? Dlaczego ludzie są tacy niewdzięczni? Gdyby żył mój syn wziąłby mnie w obronę. Czy to już koniec?

W sąsiednim pokoju paliły się firanki, ogień bardzo łatwo odnajdywał to, co łatwopalne i rozprzestrzeniał się szybko. Coraz więcej też było dymu. Piekarz postanowił, że już nie wstaje, zostanie tu, cokolwiek się wydarzy. Opanował go dziwny spokój. Myślał o swoich bliskich, którzy odeszli przed nim, o swoim synu jak w tym pokoju uczył się chodzić, jak później uczył go jeździć na rowerze.

Ostatnie przyjemne chwile, jakie wspominał to uśmiechnięte twarze dzieci, którym rozdawał chleb. Nawet teraz miał wrażenie, że widzi chłopca z blizną, jak się nad nim pochyla. Obok są inne dzieci, które karmił. Przyglądają się mu uważnie, chyba coś mówią

– Warto było... – powiedział starzec i przymknął oczy.

Poczuł, jakby się unosił nad podłogą, a może go ktoś z ciągnął po podłodze...

Komentarze

Grzegorz
Bardzo wzruszające i zarazem pouczające opowiadanie , choć nie wszyscy docenili wysiłki piekarza. Spodobało mi się to zdanie - Niczego nie przyniosłem na ten świat i niczego nie zabiorę.
Kris
Piekne opowiadanie. Wszyscy musimy sie starac zyc wlasnie tak jak ten piekarz, tak zeby przypodobac sie Bogu, nie ludziom
Kasia
Piękne.Pouczające.Prawdziwe.
janina
Krzysztof piękne opowiadanie ,pouczające .POZDRAWIAM
Zbyszek kr
Zawsze znajdą się trolle,które podburzą innych,zamist powiedzieć "Dziekuję"
Dariusz
Piękna,mądra i wzruszająca opowieść.Gdyby wszyscy ludzie to przeczytali i chcieli zrozumieć,życie stałoby się cudowne.
Najpopularniejsze
Polecamy
Najnowsze komentarze

Informacje dnia - 29 sierpnia 2017 godz. 20

Randy

Hi, My name is Randy and I was looking at a few different sites online and came across your site superfakty.info....

Współczesna nauka to bełkot opętanego, poznaj dowody

Robert

Miło , że doczekałem się po wielu latach potwierdzenia faktu że nauka to farsa na usługach indoktrynacji...

Jak farmaceutyczne sępy dbają o swoje zyski?

StanisławS

Cała obecna 'medycyna', to forpoczta koncernów. Sami studenci już nie czają czego ich uczą, a tak naprawdę...

Prawdziwe oblicze Islamu

Krzysztof

Chrześcijaństwo nie obalało narodowości, przeciwnie uczyło, że Bóg każdemu narodowi wyznaczył kawałek...

Prawdziwe oblicze Islamu

Ezi

Przecież chrześcijaństwo samo w sobie jest elementem tego planu. Po to zostało przyjęte przez Rzym i...