SuperFakty.info
Lepiej wcześniej niż później
Opowiadanie o tym co ma sens w życiu i jak łatwo możemy to życie zmarnować.

Mam już 80 lat. Dziś jest moja rocznica urodzin. Wczoraj byłem starszym panem mającym siedemdziesiąt kilka lat, a dziś mam wrażenie, że przekroczyłem magiczną liczbę i jestem już staruszkiem. Wcale tak się nie czuję, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Niewiele osób przeżywa lata osiemdziesiąte i wchodzi w dziewięćdziesiąte. Mam dużą szansę, że to moje ostatnie dziesięciolecie.

Jestem wciąż sprawny fizycznie, może to zasługa sportu, który jako nauczyciel wychowania fizycznego uprawiałem w sposób umiarkowany, a może takie geny? Pamięć mi szwankuje i refleks już nie ten sam. Ogólnie czuje się dobrze, ale w oczach młodych ludzi często widzę zdziwienie, jakby nie mogli pojąć, po co takie zombi wychodzi z domu i w dodatku jeszcze jeździ samochodem. Młodość nie rozumie starości, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Byłem dokładnie taki sam jak oni dzisiaj, gdy miałem tyle samo lat co oni teraz.

W głowie miałem tylko zabawę. A bawić się umiałem. Wydawało mi się, że zawojuję świat, ale coś nie wyszło i choć przeżyłem życie w sposób rozrywkowy, to jednak z dzisiejszej perspektywy nudny, a nawet głupi. No dobra, może nie nudny, ale na pewno głupi. Nie myślałem o starości, myślałem, że nic nigdy się nie zmieni.

Nie założyłem rodziny, choć dorobiłem się trójki dzieciaków. Przynajmniej o tylu wiem, bo ich matki nie zrobiły aborcji. Byłem wówczas wściekły, myślały, że mnie złapią na dzieciaka. Po porodzie nie chciałem widzieć tych dzieciaków ani ich matek. Dziś to oni nie chcą widzieć mnie. Mają rację.

Mimo bogatego życia erotycznego jestem dziś sam. Samo rozrywkowe życie też już dawno się skończyło. Ostatni raz poderwałem coś dokładnie w siedemdziesiątą piątą rocznicę moich urodzin. Zresztą zrobiłem to na starą gadkę o moim wieku. Dziwne, że ktoś się jeszcze z tego potrafi zaśmiać. Powiedziałem o urodzinach i ile mam lat, to sklepowa z warzywniaka z grzeczności powiedziała:

– Nie dałabym...

– Nie śmiałbym prosić – przerwałem jej ze słodkim uśmiechem na twarzy.

Stary wyświechtany tekst, ale jak trafi na podatny grunt, to pomaga w nawiązaniu znajomości. Tym razem trafił. Od słowa do słowa i coś zaliczyłem, ale nie ma o czym mówić. To był ostatni raz nie dlatego, że ciężko coś wyrwać, ale dlatego, że nie podołałem zadaniu. Dla starego casanowy było to upokorzenie zbyt duże, by chcieć je kiedykolwiek powtórzyć. Wolałbym umrzeć.

Życie, na stare lata zrobiło się dużo nudniejsze. Mam teraz sporo czasu na zastanawianie się nad sensem życia i tym czy jeszcze mam jakąś przyszłość. W młodości myślałem, że prędzej się zabiję, niż dożyję nudnej starości, ale jak widać, zmieniłem zdanie.

Żal mi umykającego życia. Zacząłem się nawet zastanawiać nad słowami przyjaciela z pracy, który życzył mi kiedyś, bym po śmierci dostąpił zmartwychwstania i żył bez końca. Śmiałem się z niego, ale dziś zastanawiam się czasem, jakby to było, gdyby móc nigdy nie umrzeć i oczywiście być młodym.

Życie minęło mi szybko, za szybko. Gdyby można było, tak jak twierdził, dostać życie wieczne, byłoby wspaniale. Ach, jak chciałbym znów być młodym i cieszyć się swoją sprawnością. Tylko, za jaka cenę? Czy chciałbym zapłacić tę cenę, jaką zapłacił mój przyjaciel?

Zastanówmy się. Co Marek poświęcił i jak wygląda jego życie dzisiaj? Ma żonę, czwórkę dzieci i jedenaścioro wnucząt. Gdy trafił do szpitala, drzwi nie zamykały się, bo ciągle go ktoś odwiedzał. Kiedy ja trafiłem do szpitala, odwiedzał mnie tylko Marek. W każdy weekend ma pełen dom gości, a ja lubię spokój, ale czy to prawda? Czy naprawdę lubię spokój? Tak twierdzę wszystkim, ale tylko dlatego, że za nic nie chcę przyznać się, że zazdroszczę, tym co mają rodziny. Zawsze byłem w centrum zabawy, a teraz lubię spokój? Akurat.

Zrezygnowałem z rodziny i co dostałem w zamian? Przyjemności, mnóstwo przyjemności, których jednak już prawie nie pamiętam. Każda przyjemność, nawet największa, trwała chwilę. Nigdy nie została ze mną dłużej. Za to sporo było kłopotów, czasem z zazdrosnym mężem, czasem z niechcianymi dzieciakami. Bywały pobicia, sądy, wyzwiska i wszelkiego rodzaju dramaty. Przeżyłem więcej dramatów niż chwil przyjemnych, w dodatku ciągnęły się miesiącami a wszystko to za krótką chwilę wątpliwej przyjemności. Zapłaciłem wysoką cenę, za to wesołe życie, a Marek?

Chciałbym wierzyć w Boga i lepszy świat tak jak on w to wierzy. Byłoby mi teraz łatwiej. Dlaczego jestem niewierzącym? Jako dziecko chodziłem do kościoła, ale podczas wojny... Tak, to było pod koniec wojny, miałem chyba 17 lat. Wówczas po raz pierwszy i na szczęście ostatni, zabiłem człowieka. Chyba od tego momentu zapomniałem o Bogu. Dlaczego? Coś we mnie umarło? Może nie chciałem myśleć o czekającej mnie karze, ale jeśli jest jakaś kara to i tak mnie spotka, nie wystarczy udawać, że jej nie ma.

Kiedy w Polsce rządy przejęli komuniści, bałem się, że moja zbrodnia wyjdzie na jaw, więc byłem gorliwym komunistą, ale nigdy nie zastanawiałem się czy Bóg istnieje, czy nie. Zaakceptowałem ateizm jako wygodniejszy. Dawał poczucie przynależności do elity i pozwalał nie myśleć o sądzie ostatecznym, którym dziadek straszył mnie, jak byłem mały.

Nie mogę powiedzieć jak inni, że nikogo nie skrzywdziłem, więc niczego się nie boję. Skrzywdziłem wiele osób. Czas zrobić rozrachunek sumienia i zastanowić się co zrobić, jeśli Bóg istnieje, a mnie czeka sąd? Czy można z tego się jakoś wykręcić? Muszę porozmawiać z Markiem.

Sięgnąłem po telefon. Przyjaciel odebrał po drugim sygnale.

– Witaj Marku

– Witaj. Co się stało?

– Mam do ciebie pytanie, ale to właściwie pytanie od mojego kolegi. On chciałby wiedzieć... tylko się nie śmiej... i obiecaj dyskrecję, bo to delikatne pytanie.

– Oczywiście, pytaj.

– Czy grzesznik – waham się, czy na pewno chce to powiedzieć – ma szansę... oczyścić się z grzechów?

– Mówisz o nawróceniu?

– Nie mam pojęcia, o czym mówię. Chodzi o coś jakby pojednanie z Bogiem – urwałem, by po chwili dodać – na stare lata.

– Ach tak!

Powiedział Marek tonem typowym dla nauczyciela, który przyłapał ucznia na ściąganiu od kolegi. Zamarłem na chwilę, nie brzmiało to przyjemnie i budziło lęk.

– Oczywiście! – Kontynuował z wyczuwalnym przez telefon uśmiechem – Zrozumiałem, że się ze mną drażni. – Nawet taki grzesznik jak ty może się nawrócić.

– Czemu zaraz ja? – udawałem zdziwionego. – Mówimy o koledze.

– A ja mówię o tobie, dlaczego tylko kolega ma mieć chody w niebie?

Rozweselił mnie tym stwierdzeniem. Miałbym mieć chody w niebie mimo grzesznego życia. To naprawdę jest dobra nowina. Poczułem narastającą nadzieję i związaną z tym radość.

– Ale czy to nie jest za proste? Można się nawrócić bez względu na rodzaj grzechu?

– Znasz historię apostoła Pawła?

– Nie bardzo.

– On brał udział w zabójstwie Szczepana i prześladował chrześcijan, a mimo to został apostołem.

– Zabił tego Szczepana?

– Nie, ale popierał tych, co to zrobili. Jednak może znasz przykład złoczyńcy skazanego na śmierć na krzyżu, który w ostatniej chwili się nawrócił. Myślę, że on zabił kilka osób, a mimo to dostał obietnicę życia w raju.

Ten drugi przykład oczywiście znałem jeszcze z przedwojennych lekcji religii.

– Co musiałbym zr... – źle zacząłem budować zdanie. – Co musiałbym powiedzieć koledze, że ma zrobić? – wybrnąłem z kłopotu.

Miałem wrażenie, że Marek po drugiej stronie telefonu ma niezły ubaw ze mnie. Pewnie się domyśla, że nie ma żadnego kolegi, że to moje pytania. Nie ważne, byle nie powiedział: a nie mówiłem?

– Wpadnij do mnie na kawę to, porozmawiamy o wszystkim.

– Mogę być za godzinę

– Zapraszam

Odłożyłem słuchawkę i pomyślałem, że jestem szczęściarzem, skoro za młodu się wyszalałem, a teraz mogę się z tego wyplątać. To sprytne, mam farta. Tylko jedno mnie gnębi, czy aby na pewno Bóg istnieje.

No i jeszcze ten problem się pojawia, jeśli istnieje to, czy zaliczy mi nawrócenie, jeśli ja tak kalkuluję na chłodno? A niech mnie! Dziś jeszcze jestem starym człowiekiem, od jutra będę się nawracał. Jutro będę żałował swojego poprzedniego życia. Tylko czy tak można z automatu przestawić jakąś wajchę w głowie i od jutra zostać wierzącym? Czy w niebie przestawią wajchę i skierują mnie na nowy lepszy tor do życia, a nie na sąd?

Dzień był słoneczny. Wyszedłem z domu w znakomitym humorze. Mam nowy cel do osiągnięcia. Zbiorę informacje, co powinienem zrobić, a później zacznę życie skruszonego chrześcijanina. Pewnie trzeba będzie kilka osób przeprosić, naprawić kilka krzywd, może znaleźć jakiś cel charytatywny. To nowe życie może być nawet ciekawe. To będzie dobry dzień.

Samochód zaparkowałem przy krawężniku, ale po drugiej stronie jezdni. Musiałem przejść przez ulicę. Nagle coś potężnego uderzyło we mnie. Oderwało mnie od ziemi. Jestem świadomy i rejestruję cały mój lot, włącznie z upadkiem na ziemię.

Nie czuję bólu. Obok mojej głowy kącikiem oka dostrzegam moją stopę. Nie możliwe bym się tak zgiął. Musiałbym połamać kręgosłup i sam nie wiem co jeszcze. Zaczynam czuć strach. Zaczynam rozumieć, że uległem poważnemu wypadkowi. Moje przerażenie szybko narasta, serce wali, jakby miało eksplodować. Dopada mnie błyskawiczna myśl, że to już koniec.

I co teraz?

 

Krzysztof Król

Nieskalany

 

Komentarze

Zbyszek kr
https://www.tvp.info/39325633/jaki-zapewnia-warszawiakow-bede-promowal-szczepienia wiem,że to nie na temat,jednak na stronie,że Jaki jest przeciw szczepieniom,nie mogę się zalogować.
Najpopularniejsze
Polecamy
Najnowsze komentarze

Izraelski żołnierz daje 74-letniej palestyńskiej kobiecie wodę, a następnie strzela do niej w głowę

Robert G

Morze i pan Krzysztof miałby rację gdyby nie fakt że żyd to nie narodowośc czy stan urodzenia....żyd...

Izraelski żołnierz daje 74-letniej palestyńskiej kobiecie wodę, a następnie strzela do niej w głowę

Krzysztof

Nie jest się złym z racji urodzenia tylko z charakteru. Odpowiedzialność zbiorowa jest obca naszym chrześcijańskim...

Izraelski żołnierz daje 74-letniej palestyńskiej kobiecie wodę, a następnie strzela do niej w głowę

Polak

Za te wszystkie zbrodnie ścierwa żydowskie zapłacą.Zapłacą tak że będą wyli aby ich dobić! Nie ma większego...

Piekarz

Dariusz

Piękna,mądra i wzruszająca opowieść.Gdyby wszyscy ludzie to przeczytali i chcieli zrozumieć,życie stałoby...

Piekarz

Zbyszek kr

Zawsze znajdą się trolle,które podburzą innych,zamist powiedzieć "Dziekuję"